Tygodniowy DETOX od SOCIAL MEDIÓW!

Pewnego razu postanowiłam zrobić sobie tygodniowy detox od social mediów. Zniknęłam z FB, Messengera, Instagrama i Snapchata. Chciałam uwolnić się od tych odmóżdżających pożeraczy czasu i zobaczyć jak sobie z tym poradzę.

Pierwszego dnia czułam się dość niezręcznie. Trzymałam w ręku telefon, w którym nic się nie działo. Nie dostałam żadnego powiadomienia, nie świeciły się kolorowe lampki. Początkowo czułam nieprzyjemną pustkę i obawiałam się, że coś ważnego może mnie ominąć. Stopniowo zaczęłam przyzwyczajać się do nowej sytuacji. Poczułam wolność i spokój. Nikt nie zawracał mi głowy. Nie wiedziałam gdzie wybierali się moi znajomi, co jedli na mieście, z kim imprezowali i na jaki kolor pofarbowali włosy. Wielka strata. 

Bonusowy czas wolny

Zamiast przeglądać kilkanaście razy dziennie te same głupoty i bezwartościowe posty, zaczęłam korzystać z zaoszczędzonego czasu. Okazało się, że pojawiło się go bardzo dużo. Podniósł się również mój poziom kreatywności i produktywności. Byłam dwa razy w kinie, trzy razy wybrałam się na siłownię, przeczytałam książkę i montowałam swój film dokumentalny. Spędziłam kilkanaście bonusowych godzin z przyjaciółmi. Pierwszy raz w życiu rozmawiałam całą drogę pociągiem z obcą osobą. Poznałam starszą Panią Krysię, która oczarowała mnie swoim optymizmem i energią. Udzieliła mi również rady: „Trzeba być pogodnym człowiekiem. Takie ponuraki to zaraz jakiś tyfus plamisty zaatakuje. Jak Pani się waha co robić z życiem, to ja Pani powiem. Zapoznać jakiegoś cudzoziemca i zwiedzać świat. Tutaj się na nic dobrego nie zapowiada.” (Gorąco pozdrawiam Panią Krysię, która od tamtego dnia regularnie czyta mojego bloga!)

Wirtualni pseudoznajomi

Ciężko uwierzyć, że wystarczył jeden tydzień, żebym zdała sobie sprawę ile mogę zyskać przełączając się na tryb offline. Uzmysłowiłam sobie, że takie życie dużo bardziej mi odpowiada i właściwie nie mam ochoty logować się ponownie do tych wszystkich aplikacji. Na Facebooku czekało na mnie 50 powiadomień. Szybko przeleciałam je wzrokiem, ale ŻADNE nie było istotne. Same bezwartościowe informacje. Nie chciało mi się „nadrabiać” nic więcej i po minucie się wylogowałam.

Nie bardzo obchodziło mnie życie moich pseudoznajomych. Większość z nich to ludzie, z którymi nie rozmawiam i niewiele o nich wiem (i raczej nie planuję tego zmieniać). Spora część to ludzie, którzy kiedyś byli dla mnie ważni, ale teraz znamy się już tylko z widzenia. Ciężko byłoby mi zliczyć osoby, które piły do rana na moich domówkach, a teraz nie są w stanie podnieść wzroku i powiedzieć choćby „cześć” gdy mijamy się na ulicy. Nie obchodzi mnie gdzie spędzili weekend, jaki serial Netflixa obejrzeli i pod jakim memem zostali oznaczeni. Zresztą cały ten wizerunek, który tworzymy sobie w internecie, to tylko chora gra pozorów. Jeden wielki bullshit. Ciągle udajemy, pozujemy, nakładamy maski i filtry. Bez przerwy porównujemy się ze znajomymi, próbujemy z nimi konkurować. Tylko co nam to daje? Motywację czy frustrację?

Instagram kontra rzeczywistość

Często widuję na ulicy „instamodelki”, które wyginają się seksownie przed lustrem i zbierają setki serduszek, a w rzeczywistości to zakompleksione szare myszki. Ilu jest umięśnionych cwaniaczķów, których paraliżuje już sam kontakt wzrokowy z dziewczyną, co dopiero mówić o zaproszeniu jej na kawę. Wielcy podróżnicy, vege świry, wizażystki, bywalcy modnych restauracji. Wszyscy tworzymy wyidealizowane obrazy swojego życia i łudzimy się, że ktoś się na to nabierze. 

Nie będę teraz wmawiać wszystkim, że sama taka nie jestem, gardzę internetem i od dzisiaj odcinam się od świata. Zupełnie nie o to chodzi. Też lubię sobie poprzeglądać średniowieczne memy, wziąć udział w wydarzeniu z Krzysztofem Krawczykiem czy dodać boomeranga na Instastory. I chyba nie ma w tym nic złego, dopóki dostrzegam różnicę między światem cyfrowym, a rzeczywistym. Tamten tydzień uświadomił mi jaki ogrom czasu traciłam każdego dnia. Dostrzegłam dzięki temu mnóstwo możliwości i alternatyw. Nadal korzystam z tych wszystkich portali, ale teraz robię to zdecydowanie rzadziej i dużo bardziej świadomie.

Powiesz mi coś czego nie wie internet?
Chyba nie.
Gdzie jesteś?
Umiesz wyjść poza 7 cali jeszcze?
Czy dostanę serce jak stuknę dwa razy?
Chyba nie.

Rasmentalism – Fast Food

Zdjęcie: UNSPLASH

(Visited 19 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *