Kiedy miałam 7 lat, marzyłam o wielkim srebrnym teleskopie. Wpisałam go na pierwszym miejscu w liście do Świętego Mikołaja. Chciałam prowadzić badania, odkrywać nowe gwiazdy i zostać drugim Kopernikiem. Niestety Mikołaj musiał przeczytać mój list w pośpiechu albo zapomniał założyć swoich okularów i zamiast teleskopu przyniósł mi… wideoskop.

Nietrafiony prezent od Mikołaja

Byłam nieco zdezorientowana. Nazwa była bardzo podobna, więc uznałam, że to po prostu jakiś inny model. Liczyłam, że będzie to tak samo działający sprzęt i będę mogła zrealizować swoje marzenia. Wyjęłam wszystkie części z pudełka i zabrałam się za przeglądanie instrukcji. Okazało się, że nie da się tym przyrządem eksplorować kosmosu. Miałam natomiast możliwość oglądania różnych próbek materiałów w dużym powiększeniu. Było ich w zestawie tylko kilka, więc szybko się znudziłam.

Przez jakiś czas badałam cebulki swoich włosów, ale to też wydało się mało interesujące. W końcu udało mi się złapać do plastikowego pudełeczka dwie muchy. Nie przewidziałam tego, że w końcu się tam uduszą. Nie tracąc jednak zapału, przeniosłam martwą muchę szczypcami na szkiełko i przyjrzałam się jej z bliska. Spodziewałam się niesamowitych przeżyć, tymczasem transport muchy na szkiełko spowodował urwanie jej nóżki. Po tamtym wydarzeniu straciłam zapał do dalszych badań. Spakowałam wideoskop do pudełka i zaniosłam go do piwnicy. Po paru latach odnalazłam ten sprzęt wraz z muchami w pudełeczku. A może gdybym dostała wtedy teleskop, pracowałabym już w NASA… 

Czyje to dziecko?!

Kilka lat później tata zabrał mnie na Wigilię pracowniczą dla dzieci. Wielka sala pełna ludzi, mnóstwo atrakcji i konkursów z nagrodami. Tłumy dzieci czekały z wielkim entuzjazmem w przystrojonej sali. W końcu usłyszałam dzwonki sań i Święty Mikołaj pojawił się w drzwiach. Usiadł na wielkim czerwonym tronie na scenie, gdzie przygotowane były setki paczek ze słodyczami. Jak to zwykle bywa, każde dziecko musiało powiedzieć wierszyk lub zaśpiewać piosenkę, żeby otrzymać swój prezent.

Nie miałam nigdy problemów z wystąpieniami publicznymi, więc kiedy usłyszałam swoje nazwisko, dumnie pobiegłam na scenę. W brudnej od czekolady koszulce oraz z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęłam głośno śpiewać: „Pada śnieeg, pada śnieeg, sypie granataaami, a Mikołaj dostał w łeb, leży pod saniaami. Renifery to fraajery, ciągną Mikołaja, a Mikołaj taaki głuupi ciągnie je za jaajaa.” Na sali zapadła cisza. Wszyscy rodzice patrzyli po sobie zmieszani, zasłaniali uszy swoim dzieciom. Pojawiły się szepty: „czyje to dziecko?”. Pełna dumy powiedziałam przez mikrofon jak nazywa się mój tatuś. Wszyscy spojrzeli na niego kiwając pogardliwie głowami, a on uśmiechnął się delikatnie i spalił się ze wstydu. Zawsze umiałam zrobić fantastyczne pierwsze wrażenie.

Trauma z dzieciństwa

Kolejna historia przypomniała mi się kilka dni temu, kiedy pchałam załadowany wózek w supermarkecie. Mijałam kolorowe alejki w rytmie wesołej, relaksacyjnej melodyjki. Nagle dobiegła do mnie nieprzyjemna woń, przypominająca trochę bagniste tereny i rozkładające się jedzenie. Moim oczom ukazał się bulgoczący zbiornik, pełen zielonej, brudnej wody. Podeszłam bliżej i zobaczyłam upchnięte karpie, które nie miały nawet szansy się poruszać. Naprawdę nie wiem, czym te zwierzęta zawiniły, że co roku odbywa się ich masowa rzeź. Ten przykry widok przypomniał mi o mojej przyjaźni z pewnym karpiem, kiedy byłam jeszcze w przedszkolu. 

Zaginiony Przyjaciel Karp

Na parę dni przed Wigilią mój dziadek kupił spory okaz, a wanna zamieniła się w akwarium. Przez kilka godzin dziennie patrzyłam na nowe zwierzątko z uśmiechem. Trzymałam ręce w wodzie tak długo, że skóra marszczyła mi się aż po łokcie. Chciałam zapoznać się z rybką, żeby w Wigilię po północy, kiedy to zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Zamierzałam uciąć sobie z nią pogawędkę. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień. Od rana nie mogłam się doczekać wizyty u dziadka. Wieczorem udaliśmy się na uroczystą kolację. Od razu po przekroczeniu progu pobiegłam do łazienki przywitać się z moją rybką. Byłam wielce zaskoczona faktem, że właśnie tego dnia tajemniczo zaginęła. Moje wszelkie plany legły w gruzach. Czułam ogromne rozczarowanie i smutek. Ciężko było wytłumaczyć 4-letniemu dziecku, że jego przyjaciel został usmażony i leży na wigilijnym stole w towarzystwie pierogów i sernika.

ZDJĘCIE: UNSPLASH

Udostępnij: