Uwielbiam planować swoje działania i zapisywać wszystkie istotne sprawy w kalendarzu. Mam wtedy poczucie, że jestem dobrze zorganizowana i mam wszystko pod kontrolą. Zdarza się jednak, że za bardzo skupiam się na swoim napiętym planie. Zapominam, że równie ważne jest bycie elastycznym i życie na spontanie.

Planowanie i tworzenie harmonogramu

Przez takie podejście często wpadam w pułapki, które nieświadomie sama sobie rozstawiłam. Nie lubię białych luk w swoim harmonogramie, dlatego zawsze staram się wypełnić je kolorowymi notatkami. Przygotowuję sobie listę obowiązków i przeróżnych aktywności, aby o niczym nie zapomnieć i jak najlepiej zagospodarować czas wolny. Z jednej strony wydaje mi się, że dzięki temu jestem bardziej odpowiedzialna i sumienna, ale czasem czuję się jak Simsach – mam zaplanowaną kolejkę działań i nie mam możliwości wciśnięcia pomiędzy nie żadnej nowej czynności. 

Plan działania i sztuka wyboru

Sądzę, że dużo łatwiej jest zrealizować swoje cele, gdy mamy opracowany plan działania. Oczywiście nie da się ustalić i przewidzieć wszystkiego, ale warto mieć choćby zarys tego co i w jaki sposób chcemy osiągnąć. Warto zastanowić się jakie umiejętności powinniśmy doskonalić, jakie kursy czy szkolenia ukończyć. Co dostarczy nam wiedzy i doświadczenia, jaki kierunek studiów lub staż w jakiej firmie będzie dla nas wartościowy i przyda się w dalszej karierze. Nie musze nikomu mówić, że nie są to proste decyzje. Znam naprawdę niewiele osób, które mają jeden, jasno określony cel, są pewne siebie i przekonane o słuszności swoich wyborów. Większość moich rówieśników żyje w totalnym chaosie. Nie wiedzą czy to co robią ma sens i nie mają pojęcia jak będzie wyglądać ich życie za 5 czy 10 lat. Podejmują ryzyko, które czasem się opłaca, a czasem doprowadza jedynie do punktu wyjścia, co rodzi stres i frustrację. 

Gdzie się podziały tamte spontany?

Ciągłe skupianie się na swojej karierze zawodowej i przejmowanie się dorosłym życiem bywa straszliwie męczące. Rozważanie wszelkich możliwości i alternatyw powoduje lęk i niepewność. Ciężko zdecydować co będzie dla nas najlepsze. Jeszcze gorzej gdy do tego wszystkiego zaczynamy porównywać się do innych. Zwłaszcza, że potrzeby i modele życia ludzi w moim wieku są kompletnie różne. Znajomi biegają w krawatach i robią karierę w korpo, inni biorą ślub i zakładają rodzinę, jeszcze inni preferują leżenie brzuchem do góry oraz granie na PlayStation i nie bardzo myślą o tym, żeby się usamodzielnić.

Sama nie wiem czy w wieku 20 paru lat należałoby stać się dorosłym człowiekiem, który myśli jedynie o karierze, stabilnej sytuacji finansowej i budowaniu stałego związku czy jednak lepiej cieszyć się młodością i pielęgnować w sobie ostatnią cząstkę dziecka. Czy lepiej chodzić jak w zegarku i odhaczać jedynie punkty z listy zadań, czy działać spontanicznie, zarywać noce i zwiedzać świat. 

Ucieczka z wiru dorosłości

Kiedy czujesz, że zaczynasz być nudnym typem, który mówi tylko o swojej pracy, obowiązkach i zmartwieniach, to najwyższy czas trochę przystopować. Porzucić na chwilę plany i wyrwać się z codziennej rutyny. Zamiast kisić się w domu w słoneczny dzień, lepiej spakować plecak i wyjechać gdzieś na weekend. Zamiast leżeć w dresie i katować Netflixa, warto wyjść na miasto i napić się wina z przyjaciółmi. Śpiewać, tańczyć i śmiać się do białego rana. Każdemu należy się czasem odpoczynek i reset umysłu. Odrobina szaleństwa i złe decyzje to nieodłączny element życia młodych ludzi. Może czasem warto odłączyć się z tego wyścigu szczurów i pogoni za sukcesem, zanim na dobre wsiąkniemy w świat odpowiedzialnych, poważnych do bólu i zmęczonych życiem ludzi.

ZDJĘCIE: UNSPLASH

Udostępnij: