Od paru tygodni prowadzę stosunkowo spokojne i stabilne życie. Jest to dla mnie bardzo nietypowa i szokująca sytuacja. Zazwyczaj analizuję każdy element swojego istnienia i silnie go przeżywam. Tym razem postanowiłam się uspokoić, nie zamartwiać na zapas i wyciskać z każdego dnia jak najwięcej.

Wyluzuj i olej to!

Jakiś czas temu zrezygnowałam z wszelkich czynności, które przestały dawać mi radość. Olałam sprawy, które traktowałam jedynie jako przymus i przykry obowiązek. Skupiam się na tym, co naprawdę lubię i chcę robić. Koncentruję się na tym, co daje mi satysfakcję i ignoruję rzeczy, które nie zależą bezpośrednio ode mnie. Wyznaję też pewną zasadę: jeśli chcesz i możesz coś zmienić, to zrób to, a jeśli nie możesz tego zmienić, to zaakceptuj to. Proste? I to jak. 

Przestań się obwiniać!

Przestałam biczować się po plecach po każdym niepowodzeniu. Każdego dnia staram się zrobić coś pożytecznego, ale dbam również o rzeczy, które dostarczają mi choćby minimalnej przyjemności i mnie uszczęśliwiają. Staram się to jakoś równoważyć. Wiele razy pisałam o zasadzie złotego środka, którą (teoretycznie) wyznaję. W praktyce nigdy jeszcze nie udało mi się go osiągnąć, ale po raz kolejny podjęłam taką próbę. Za wszelką cenę staram się skupiać na pozytywnych aspektach życia. Kieruję uwagę na swoje małe osiągnięcia i sukcesy, a nie na porażki. Nie obwiniam się już za każde możliwe niepowodzenie i nie szukam winy w sobie. Życie jest nieprzewidywalne, a ludzie często niepoważni i niezrównoważeni. Nie musisz przyjmować całego zła tego świata na swoją klatę. Uwierz mi. Po prostu weź głęboki oddech, wyrzuć ze swojej głowy niepotrzebne myśli i olej to!

Nic na siłę!

W ostatnim czasie miałam wiele sytuacji, w których wywierałam na sobie presję i działałam wbrew swoim realnym potrzebom. Postanowiłam to zmienić i dać sobie więcej luzu. Przykładowo, kilka miesięcy temu kupiłam karnet na wykłady i projekcje starych polskich filmów. Zajęcia traktowałam głównie jako kolejny, niezbędny punkt samorozwoju i poszerzania wiedzy. Zakodowałam sobie, że MUSZĘ na nie chodzić, bo ta wiedza jest bardzo istotna, a każdy z tych filmów TRZEBA znać. Okazało się, że zamiast oglądać filmy z wielkim zaciekawieniem, zerkam ciągle na zegarek. Naprawdę bardzo doceniam polską kinematografię, ale niektóre filmy, z tak zwanego „kanonu”, są naprawdę straszliwie nudne, przestarzałe i po prostu nieaktualne. Zrezygnowałam z regularnego uczęszczania na te zajęcia i postanowiłam przychodzić na pokazy wyłącznie wtedy, gdy w kinie będzie wyświetlany film, który naprawdę chcę obejrzeć. Ta sytuacja uświadomiła mi, że często wymyślam sobie jakieś bezsensowe aktywności. Wykonuję pewne czynności wbrew sobie, mimo, że przecież nie muszę tego robić. Paranoja. Czemu nie zauważyłam tego wcześniej?

Rób to co chcesz, a nie to co musisz!

Kupiłam również karnet na siłownię, na której w tym miesiącu byłam aż dwa razy. Słomiany zapał? Brak motywacji? Wymówki i lenistwo? Nie! Po prostu miałam szalony tydzień, pracowałam przy trzech projektach i w pełni skupiłam się na tym, co było w tym momencie najważniejsze. Wyznaczyłam priorytety. Miałam iść dzisiaj na siłownię, ale jestem strasznie zmęczona, przeziębiona i chciałabym w końcu zrelaksować się w ciszy. Po szybkiej analizie argumentów za i przeciw, uznałam, że dużo większą przyjemność sprawi mi wypicie zielonej herbaty i obejrzenie filmu na Netflixie w swoim ciepłym łóżku. A na siłownię pójdę jutro. Albo pojutrze. Może biedne, niespalone kalorie jakoś mi to wybaczą. 

A na koniec taka mała rada: 

„Spójrz rano w lustro, zrób przedziałek i odpierdol się od siebie.” – Wiktor Osiatyński

ZDJĘCIE: UNSPLASH | Brianna Santellan

Udostępnij: