Jakiś czas temu opublikowałam tekst o nadmiernym myśleniu i ciągłym zamartwianiu się. Wspomniałam w nim o warsztatach „Przestanę się zamartwiać jeszcze w 2018 roku”, organizowanych przez Dom Rozwoju. Obiecałam, że podzielę się z Wami moimi notatkami i tak też czynię! 

Nie mam magistra z psychologii czy coachingu i na pewno nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wierzę, że moje subiektywne odczucia i wnioski dostarczą Wam wielu cennych informacji i inspiracji oraz pomogą rozwiązać zagadkę jak przestać się martwić. 

Nie taki diabeł straszny jak go malują?

Zamartwianie się często odbiera nam życiową energię, wywołuje smutek, stres i napięcie. Blokuje nas w działaniu, zabiera radość i straszliwie męczy. Bywa też tak, że nadmiernym myśleniem i analizowaniem wszystkich problemów obciążamy swoich bliskich. Mamy wrażenie, że to ich irytuje, nudzi i wpędza w zły nastrój. Możemy czuć się wtedy jak pijawki energetyczne, wysysające z nich radość i optymizm. Może to również wpłynąć negatywnie na relacje (i być jednocześnie kolejnym powodem do zmartwień). Ciągły niepokój i bałagan w głowie może odbić się również na naszym zdrowiu – być przyczyną bezsenności lub braku apetytu.

Bez najmniejszego problemu możemy stworzyć bardzo długą listę minusów zamartwiania się, ale czy istnieją jakiekolwiek plusy? Oczywiście, że tak! I jest ich cała masa.

Plusy zamartwiania się 

Samo martwienie się nie jest negatywne. Może być również pewnego rodzaju bodźcem, impulsem do działania. Analiza naszych codziennych potrzeb, emocji czy wykonywanych czynności może bardzo podnieść naszą samoświadomość. Może przyczynić się do zwiększenia kontroli nad tym co robimy i w jaki sposób to odczuwamy. Może pomóc nam przygotować się na różne sytuacje, przewidzieć kilka wersji scenariusza i opracować ewentualny plan B. Daje nam również pewnego rodzaju spokój i bezpieczeństwo, a także wprowadza w stan gotowości. Zmniejszamy prawdopodobieństwo, że coś nas zaskoczy i nie będziemy umieli sobie z tym poradzić. Obmyślanie planu zwykle powinno doprowadzić nas do konkretnych wniosków, a co za tym idzie – prowadzić do podjęcia działania. Z tego wynika, że zamartwianie się może nas również motywować. Niezadowolenie z danego obszaru życia i odpowiednie przyjrzenie się niezaspokojonym potrzebom z nim związanym, może spowodować chęć zmiany i doprowadzić do podjęcia ważnej decyzji. 

Produktywne i bezproduktywne martwienie się

Z bezproduktywnym martwieniem się mamy do czynienia przede wszystkim wtedy, gdy przejmujemy się rzeczami, na które nie mamy żadnego wpływu i które nie zależą bezpośrednio od nas. Takie bicie się z myślami nie zaprowadzi nas do żadnego rozwiązania i niczego nie zmieni. Może nas jedynie frustrować i jeszcze bardziej pogrążyć w bezsilności i rozpaczy. Niektóre rzeczy trzeba zwyczajnie olać i nie zaprzątać sobie nimi głowy. Należy wypracować również umiejętność udzielania odpowiedzi na stawiane sobie pytania. Ważne jest to, aby myślenie doprowadzało nas do jakiegoś konkretnego przemyślenia, jakiejś refleksji. Autoanaliza powinna zakończyć się wnioskami, które faktycznie jesteśmy w stanie wprowadzić w życie. Ważne jest też, żebyśmy nie odrzucali rozwiązań, które nie są idealne. Nie wymagajmy od siebie perfekcyjnego postępowania w każdej możliwej dziedzinie życia. Nie każde działanie jest wyłącznie dobre lub złe, znakomite lub beznadziejne. Warto zwracać uwagę na całą paletę szarości pomiędzy tym co czarne, a tym co białe. 

„Mój psychiatra nie wie co ze mną zrobić” – Andrzej Kotański

ile razy mam panu powtarzać
że pana życie nie jest megaobrzygane
tylko sam fakt że pan je tak ocenia
je takim czyni

ile razy mam panu powtarzać
że sytuacja nie jest tym samym 
co nasza ocena sytuacji

Zniekształcenia poznawcze 

Sytuacja nie jest tym samym, co nasza ocena sytuacji. Nasze interpretacje często są zniekształcone, wyolbrzymione i irracjonalne. Robimy z igły widły, szukamy dziury w całym. Jeśli wszystko jest w najlepszym porządku, to pewnie zaraz coś zaatakuje z zaskoczenia i wywoła lawinę problemów. Szukamy w sobie winy i krytykujemy się, mimo, że nie mamy ku temu powodów. Przypisujemy sobie etykiety, negatywne cechy. Lubimy również przepowiadać przyszłość i uprawiać czarnowidztwo. Wyobrażamy sobie najbardziej fatalne wizje przyszłości, a potem podświadomie robimy wszystko, by je spełnić. Takie myślenie przekreśla możliwość istnienia alternatywnych scenariuszy i z góry nastawiamy się na najgorsze.

Zamiast różowych okularów, nakładamy filtr szarości. Koncentrujemy się wtedy wyłącznie na negatywnych stronach sytuacji, nie dostrzegamy nawet najmniejszych pozytywów. Często nadmiernie uogólniamy i generalizujemy. Oblałeś się kawą i spóźniłeś na autobus? To na pewno będzie fatalny dzień. Nie zdałeś ważnego egzaminu? Na pewno będziesz kopać rowy. Nie udało Ci się zdobyć serca swojej wybranki? Na pewno umrzesz w samotności i zjedzą Cię karaluchy.

Czasami bawimy się w jasnowidza i próbujemy czytać innym w myślach. Przyjmujemy, że wiemy dokładnie co siedzi w ich głowach. Obstawiamy jakie mają o nas zdanie, co myślą i czują. Dochodzimy do takich wniosków na podstawie obserwacji ich zachowań, gestów i wypowiadanych słów. Zdarza się niestety, że odczytujemy je błędnie, a nasza interpretacja totalnie nie pokrywa się z rzeczywistością. Może zatem warto czasem zweryfikować informacje i porównać nasze widzimisię z realnym stanem rzeczy? Może zamiast się domyślać, lepiej po prostu zbadać temat, zapytać i szczerze pogadać?

ZDJĘCIE: UNSPLASH

Udostępnij: