Pozytywne podejście do życia feat. Fuerteventura

Dwa miesiące na Fuerteventurze sprawiły, że podchodzę do życia dużo bardziej pozytywnie. Nie sądziłam, że nowe otoczenie może tak bardzo wpłynąć na moje samopoczucie. Co sprawiło, że zrobiłam porządki w swojej głowie i spojrzałam na swoje życie z zupełnie innej perspektywy? Kto tak bardzo mnie zainspirował? I najważniejsze – jakie wnioski wyciągnęłam?

Pozytywne podejście do życia a zmiana otoczenia

Od początku 2021 roku borykałam się z czymś w rodzaju kryzysu tożsamości. Nie wiedziałam, czego właściwie chcę, czego potrzebuję i jak pokierować swoim życiem. Mimo zrealizowania wszystkich planów, mieszkania w Warszawie, spoko pracy, obrony magisterki i względnie radosnego życia, miałam wrażenie, że tylko odhaczam kolejne punkty z „listy dorosłości”, ale nie daje mi to radości.

Nie miałam pojęcia, jakie decyzje powinnam podjąć w najbliższym czasie. Co ze sobą zrobić, by nie popaść w rutynę. Jak cieszyć się każdym dniem i wykorzystać najlepiej swoją młodość. W kółko zadawałam sobie te same pytania, na które nie potrafiłam znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi.

W końcu zrozumiałam, że potrzebuję zmiany otoczenia. Muszę wyjechać z Polski, spojrzeć na swoje życie z dystansem i zastanowić się, co dalej. (O tym, dlaczego tak bardzo tego potrzebowałam i czemu wybrałam akurat to miejsce, pisałam w poprzednim tekście: dlaczego spakowałam laptopa do plecaka i poleciałam na Fuerteventurę?)

Całą sobą czułam, że muszę to zrobić, że właśnie tam powinnam się teraz znaleźć.

Intuicja mnie nie zawiodła 😉

Fuerteventura – potęga natury

Fuerteventura skradła moje serce. Od pierwszego dnia byłam zachwycona ogromnymi, praktycznie bezludnymi przestrzeniami, pomarańczowymi górami jak z Marsa i wulkanicznymi skałami. Utwierdziłam się w przekonaniu, że natura działa na mnie kojąco. Warszawski hałas, tłok i ciągłe przebodźcowanie zamieniłam nagle na wyciszający szum oceanu, co okazało się być strzałem w dziesiątkę.

Doskonale pamiętam moją pierwszą wycieczkę po okolicy. Spacerowałam sobie po górzystych terenach w Costa Calmie, gdy nagle moim oczom ukazała się laguna na plaży Sotavento. Żadne zdjęcia czy filmy nie oddadzą tego widoku. Usiadłam sobie na piasku i obserwowałam. Turkusowa woda, zatopione rośliny, wyskakujący z wody kitesurferzy (było ich chyba z 200!), powiewające na wietrze palmy kokosowe, biała pustynia i góry. Chłonęłam to wszystko wzrokiem, a w głowie miałam tylko jedną myśl: to najpiękniejsze miejsce, jakie dotychczas widziałam.

Fuerteventura – lecznicze promienie słońca

Nie jestem w stanie zliczyć tych wszystkich momentów zachwytu. Fuerteventura wygląda zupełnie inaczej, niż pozostałe europejskie miejsca, które wcześniej widziałam. Momentami wygląda jak zupełnie inna planeta. Zwiedzając ją, niejednokrotnie czułam się jak odkrywca, który dociera na nieznany ląd. (W kolejnym tekście napiszę, jakie miejsca moim zdaniem warto zobaczyć!)

Za co jeszcze pokochałam Fuerteventurę? Za słoneczne, ciepłe dni! Praktycznie każdego dnia witało mnie słońce i ponad 20°C. Jak można się stresować, smucić i zamartwiać, gdy codziennie jest tak cudownie? Ja nie potrafiłam.

Wierzcie mi lub nie, ale czułam się tam jak w raju – w miejscu, do którego nie docierają złe emocje. Z dnia na dzień pozbyłam się dręczących mnie, negatywnych myśli. Odcięłam się do wszystkiego, co dotychczas ciągnęło mnie w dół. Gdy tylko wydarzyło się coś, co wybiło mnie z rytmu, zdenerwowało czy zasmuciło, szłam na plażę, spacerowałam brzegiem oceanu i po 10 minutach wszystkie co złe, odchodziło.

Opuszczenie szarej, deszczowej Polski było w moim przypadku lekiem na całe zło. Jednak czy była to wyłącznie zasługa słońca, wysokiej temperatury oraz urokliwej fauny i flory? Niezupełnie. Kluczową rolę odegrali ludzie, których miałam przyjemność tam poznać.

Pozytywne podejście do życia a relacje z ludźmi

Relacje międzyludzkie były bardzo częstym tematem moim rozkmin na przestrzeni ostatnich kilku lat. Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czemu czuję się samotna wśród ludzi. Dlaczego staram się dostosowywać do innych, działając jednocześnie wbrew sobie. Czemu wpuszczam do swojego świata toksyczne osoby, rezygnując ze swoich własnych potrzeb.

Większość takich przemyśleń prowadziła mnie do następujących wniosków: jestem inna, nikt mnie nie rozumie, kompletnie tu nie pasuję.

Zresztą niejednokrotnie słyszałam od znajomych, że „jestem dziwna” – czasem z żartobliwym tonem, czasem z nutką pogardy. W takich chwilach byłam niemalże pewna, że to ze mną jest coś nie tak. Czułam, że jestem z innej planety. Myślałam, że to coś złego. Że powinnam się zmienić, przestać odstawać od reszty, dostosować się. Teraz wiem, że wystarczyło… zmienić planetę 😀

I jakkolwiek banalnie to brzmi, to przysięgam na nachosy serowe z guacamole z baru Rapa Nui, że ta podróż naprawdę zdziałała w mojej głowie cuda. 

Dlaczego warto poznawać nowych ludzi?

Jestem bardzo empatyczna i chłonę emocję z zewnątrz. To dlatego ludzie, którzy mnie otaczają i miejsca, w którym przebywam, mają na mnie tak duży wpływ. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, postanowiłam przejąć kontrolę nad zewnętrznymi bodźcami (na tyle, ile mogę) i odcinać się od wszystkiego, co źle na mnie działa.

Na Fuerteventurze poznałam wartościowych i mega inspirujących ludzi. Z niektórymi spędziłam jedynie kilka godzin, a i tak wnieśli do mojego życia więcej, niż niejedna kilkuletnia znajomość. Poznałam ludzi m.in. z Hiszpanii, Włoch, Francji i Holandii. W końcu pokonałam barierę językową i swobodnie rozmawiałam po angielsku o podróżach, różnicach kulturowych, polityce, karierze zawodowej, pasjach o marzeniach i życiowych celach. Poznałam też cudownych Polaków – wesołych, niezależnych, pełnych spokoju ludzi, żyjących po swojemu. Najbardziej zaimponowała mi ich odwaga i wolność.

Te wszystkie spotkania bardzo otworzyły mi głowę. Pomogły mi uwierzyć w to, że można żyć inaczej i że wcale nie jest to takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Można np. spakować się w plecak, ruszyć w świat i pracować dorywczo tam, gdzie się akurat znajduje, można samodzielnie wyremontować vana i zjechać nim całą Europę albo założyć własną działalność, pracować zdalnie i co kilka miesięcy przeprowadzać się z jednej wyspy na drugą.

Jak wyjść poza schemat? Czy można żyć inaczej?

Przed wyjazdem na Fuertventurę takie plany wydawały mi się nierealne. Żyłam wbitym do głowy schematem: idziesz na studia, potem do pracy, bierzesz kredyt na mieszkanie, ślub, dzieci, a potem już tylko odliczanie do weekendów i urlopu. I tak do emerytury. Nie zadajesz pytań, nie zastanawiasz się, czego chcesz i czy to, co robisz, ma sens. Po prostu robisz tak, bo tak trzeba, bo wszyscy tak żyją. I już, koniec, nie dyskutuj.

Szybko zorientowałam się, że to nie dla mnie. Nie chcę tak żyć i nie chcę bezrefleksyjnie pędzić za czymś, co nie da mi ani grama satysfakcji.

Nie znałam jednak osobiście ludzi, którzy porzucili ten schemat, żyją inaczej i podróżują po świecie. Widziałam takich tylko na Instagramie. Nie byłam pewna, czy takie życie jest realne. Czy tak w ogóle można.

Teraz wiem, że można! 🤸‍♀️

Pozytywne podejście do życia – jak zmienić swoje nastawienie?

Czy będzie to instrukcja krok po kroku: jak zmienić swoją nudną codzienność w azyl? Z pewnością nie.

Nie mam doktoratu ze szczęśliwego życia, ale mogę podzielić się z Wami tym, co zadziałało w moim przypadku.

Co pomogło mi zmienić swoje nastawienie?

  • wszechobecna natura – plaże, góry, pustynie, palmy, kaktusy i aloesy
  • słoneczne, ciepłe dni (zamiast szarości przez większość roku w PL)
  • dystans, również ten fizyczny, który sprawił, że mogłam odciąć się od sytuacji, miejsc i osób, które działały na mnie negatywnie i ciągnęły mnie w dół
  • obcowanie z pozytywnymi ludźmi, od których bił spokój, którzy zaimponowali mi swoją niezależnością, odwagą i otwartą głową
  • utwierdzenie się w przekonaniu, że można żyć „inaczej”, nie tylko wg utartego schematu
  • a do tego: praca zdalna połączona z podróżowaniem, która umożliwia lepsze poznanie danego miejsca, ludzi, kultury i atmosfery (podróżowanie, które daje coś więcej, niż tylko odhaczenie najpopularniejszych „atrakcji”)

Pobyt na Fuerteventurze sprawił, że wchłaniam do środka wyłącznie pozytywne emocje, a wszystkie negatywne – odbijam do ich nadawcy.

Czy uda mi się utrzymać takie podejście, będąc w Polsce?

Pewnie będzie to trudne zadanie. Wiem jednak jedno: nie pozwolę sobie na to, by zewnętrzne bodźce, niszczyły mój nastrój i poczucie własnej wartości. Zwłaszcza teraz, gdy już wiem, że w sporej części mogę je kontrolować.

A jeśli stwierdzę, że nie czuję się tu dobrze, to w niedalekiej przyszłości kupię kolejny bilet lotniczy 🏄‍♀️

(Visited 174 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *