W moim umyśle panuje nieporządek. Chmara maleńkich zmartwień i niepewności tworzy wielką kolczastą kulę przygnębienia. Staram się to wszystko jakoś uporządkować i posegregować, ale idzie mi to dość opornie. 

Nie narzekaj!

Bez sensu jest przecież ciągle narzekać, smęcić i przynudzać. Nikogo to nie obchodzi. Poza tym „inni mają gorzej”, więc trzeba wziąć się w garść i ogarnąć. Nie można przecież robić z siebie ofiary losu i wiecznie użalać się nad sobą. Trzeba być radosnym i pogodnym, inaczej ludzie nie będą chcieli z Tobą przebywać. Smutne osobniki mają w życiu pod górkę. Przyjrzyjmy się chociażby takim ofertom pracy. Najczęściej wymagane cechy osobowości to: otwartość, komunikatywność i łatwość w nawiązywaniu kontaktów. A co jeśli jesteś aspołecznym introwertykiem i nie lubisz ludzi, bo zdecydowana większość z nich to idioci? Na starcie jesteś wykluczony. To podchodzi pod dyskryminację!

Wyciągnij wnioski i myśl pozytywnie!

Smutek i przygnębienie nie są zbyt dobrze odbierane, to już ustaliliśmy. Czas zatem wprowadzić zmiany i przygotować się na generalne porządki w swojej głowie. Trzeba odseparować istotne, wartościowe dane od tych zbędnych i do niczego niepotrzebnych. Próbuję zatem dokonać selekcji i starannie wybrać najważniejsze informacje, zebrać myśli i wysnuć sensowne wnioski. Wypadałoby jakoś mądrze spuentować swoje refleksje. Udzielić cennej porady oraz zarazić wszystkich optymizmem i motywacją do działania. Nie jest to jednak proste. Czasem mam problem z zebraniem wszystkich swoich przemyśleń i przekształceniem ich w logiczny przekaz. Próbuję wtedy odszukać chociaż jedno zdanie, zwrotkę piosenki lub cytat z filmu, który pasowałby do mojej obecnej sytuacji i stanu ducha. Fragment, który uświadomiłby mi że: “tak, inni też tak myślą i czują” i  “nie, nie jesteś jedyną istotą na tej planecie, która zbyt intensywnie odczuwa wszystkie czynniki zewnętrzne i wchłania je do środka”.

Pytania bez odpowiedzi

Chciałabym czasem wyłączyć swój mózg, bo nie mam już siły i ochoty go słuchać. Wszędzie pytania bez odpowiedzi, wahanie i rozkminy rozrastające się jak dzikie pnącza. I po co mi to? Może zamiast ciągłego tworzenia strategii swojej egzystencji i analizowania skutków każdego posunięcia, powinnam po prostu żyć. Skupić się na najbliższej godzinie, zamiast rozpracowywać siatkę planów i utopijnych marzeń. Pewnie wtedy byłoby mi łatwiej i może częściej bym się uśmiechała. Ale chyba za bardzo zaprzyjaźniłam się już z tym depresyjnym potworkiem, który mieszka w mojej głowie i nieprędko pozwolę mu ją opuścić.

ZDJĘCIE: UNSPLASH
Udostępnij: