Nadmierne myślenie – czyli moje emocjonalne tornado

Dzisiejszy dzień nie szykuje dla mnie żadnych ponadprzeciętnych atrakcji. Jest wyjątkowo spokojny i stabilny. Trwam w tym przekonaniu aż do chwili, gdy uświadamiam sobie, że to tylko cisza przed burzą. Zanim się obejrzę, w mojej głowie rozpęta się emocjonalne tornado. Będzie siać zniszczenie, odbierze mi radość i spowoduje smutek, którego nie będę potrafiła nikomu wyjaśnić.

Nadmierne myślenie – smutek czai się za rogiem

Zwykle zaczyna się niepozornie. Cichy poranek, owsianka z mlekiem kokosowym i filiżanka mocnej kawy. Słońce przebija się delikatnie przez drewniane żaluzje. Drzewa kołyszą się lekko na wietrze. Jadę do pracy, wyglądam przez okno autobusu i obserwuję psy na spacerze. Biorę udział w video spotkaniach i po kolei odhaczam kolejne zadania, zaplanowane na dany dzień. Mam to szczęście, że lubię to, co robię, więc dzień mija mi w mgnieniu oka. Jem obiad ze współpracownikami, śmiejemy się, pijemy owocową herbatę. Wybija siedemnasta, udaję się na przystanek i podskakuję wesoło w rytm muzyki.

Mam dobry humor i spokojną głowę. Jednak nagle zaczynam się zastanawiać. Czy to nie podejrzane, że od kilku dni wszystko się układa? Może o czymś zapomniałam. Czy na pewno nie mam żadnego powodu do zmartwień? Gdzie jest haczyk? Może jednak coś przeoczyłam. Analizuję wydarzenia, wypowiedzi i gesty. Szukam jakiegoś punktu zaczepienia i węszę podstęp. Moją głowę zaczynają zalewać przeróżne dziwne myśli, w większości nacechowane negatywnie.

Skąd ta nagła zmiana nastroju?

Już wiem, że mój nastrój zmieni się lada chwila i nie mam na to żadnego wpływu. Czuję się jak w ruletce, która ma zdecydować o tym, jakie emocje będą mi zaraz towarzyszyć. Tym razem pada na przygnębienie i niepokój. Ale zaraz. Skąd się to wzięło? Czemu znowu mój nastrój zmienił się tak gwałtownie? Przecież jeszcze pół godziny temu wszystko było w najlepszym porządku. Nagle postanowiłam jednak zaburzyć swoją równowagę i znaleźć coś, czym warto byłoby się trochę pomartwić.

Tylko po co? Czemu to robię? Czy coś mi to daje? Zamiast próbować zachować harmonijny nastrój, znów postanowiłam niepewnie balansować po skrajnościach. Jednego dnia potrafię być wulkanem pozytywnej energii i cieszyć się każdym drobiazgiem, a następnego jestem nieobecna i czuję przytłaczającą pustkę, mimo że nic złego się nie wydarzyło. Czy ktoś jest temu winny? Tak. Ja sama i moje nadmierne myślenie.

Nagła potrzeba izolacji 

Gdy dopada mnie taki podły humor, mam ochotę odizolować się od całego świata. Gdyby Arthur Schopenhauer był kobietą, to byłby mną. Szeroki uśmiech i dołeczki w policzkach tajemniczo znikają. Ich miejsce zajmuje grymas i zmarszczone czoło. Wyglądam wtedy jak seryjny morderca z Mindhuntera.

Dlaczego tak się dzieje? Też chciałabym to wiedzieć. Może zwyczajnie tak mam i lubię odczuwać wyłącznie silne i skrajne emocje? Pełnia szczęścia albo rozpacz. Nic pomiędzy. Może to wina hormonów, może mojej wysokiej wrażliwości albo po prostu jest to pierwsze stadium jakiejś choroby psychicznej. W każdym razie w takich sytuacjach lubię się odciąć, posiedzieć w ciszy i przetrawić jakoś ten cały chaos. Nie oczekuję wtedy żadnych złotych rad. Rozumiem to, że ktoś nie wie, jak mi pomóc. Przecież ja też tego nie wiem! Na szczęście zwykle udaje mi się dość szybko stoczyć tę walkę w pojedynkę i odzyskać równowagę.

„No ale co się stało?” No nic!

„Co się stało?”, „Przecież MUSIAŁO się coś stać”, „zawsze jest jakiś powód”, “taki humor nie bierze się z niczego”. Jeśli myślisz, że takie mądrości pomogą, to jesteś w błędzie. Lepiej już nie mówić nic, niż wypowiadać słowa, które działają jak płachta na byka.

Na ogół ciężko jest mnie pocieszyć, kiedy zatracę się w swoich rozkminach i zaczyna boleć mnie cała egzystencja. Przebywanie w moim otoczeniu w takich sytuacjach musi być  męczące. Podziwiam osoby, które znajdują się wtedy w pobliżu i mnie tolerują. Teoretycznie istnieje wiele sposobów, żeby poprawić sobie nastrój i odzyskać motywację. Dlaczego więc z nich nie skorzystać? Można przecież na przykład uprawiać sport. To bardzo zdrowe, pobudza krążenie, poprawia samopoczucie… Szkoda tylko, że moje pokłady energii starczają wówczas co najwyżej na powłóczenie nogami do kuchni po kawałek czekolady.

I jasne, przecież wiem, że aktywność fizyczna może poprawić nastrój. Dobrze może zadziałać również spacer po parku, obejrzenie filmu i popijanie kakałka czy długa rozmowa z przyjacielem. Ale myślę, że istnieją takie dni, które najlepiej po prostu przeczekać w samotności. Nie ma sensu z nimi walczyć i do niczego się zmuszać. Nie robienie niczego też jest czasem okej i może okazać się ukojeniem dla duszy.

Nadmierne myślenie i tworzenie problemów

Wydaje mi się, że to całe nadmierne myślenie jest wpisane w mój charakter i nie jestem pewna, czy mogę to zmienić. Mam tendencję do stwarzania sobie nieistniejących problemów i rozmyślanie o absurdalnych rzeczach. Drobiazgi potrafią wytrącić mnie z równowagi i przywołać czerwone plamy wściekłości na twarzy.

Często przejmuję się na zapas i rzadko kiedy wierzę w siebie (chociaż wiem, że wiele rzeczy potrafię robić naprawdę dobrze). Tworzę w głowie różne scenariusze, zastanawiając się, jak będzie wyglądał kolejny dzień, rozmowa telefoniczna z klientem czy popołudniowe zakupy w Biedronce. Staram się przewidzieć przyszłość, by odpowiednio się na nią przygotować i wykluczyć wszelkie rzeczy, które mogą pójść nie tak. Czasami łapię się na tym, że odleciałam w krainę niebieskich migdałów i mielę w głowie bzdury, które wytworzyła moja wyobraźnia. Na szczęście staram się mieć na uwadze, że gorsze dni zdarzają się każdemu. Mam przecież prawo być czasem smutna, popełnić jakiś błąd lub nie zrobić czegoś, co zaplanowałam na dany dzień. Świat się od tego nie zawali.

Nie każdy dzień musi być idealny, barwny i przepełniony momentami godnymi udostępnienia na Instagramie. Istnieją też dni, które po prostu muszą się odbyć, które trzeba skreślić z kalendarza i należy o nich jak najszybciej zapomnieć. A później należy wziąć się w garść, porzucić to nudne smęcenie i zająć się czymś bardziej produktywnym.

(Visited 99 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *