Sukces zawsze smakuje lepiej, gdy dochodzi się do niego samodzielnie. Co to za osiągnięcie, kiedy rodzice kupują ci samochód, mieszkanie i załatwiają pracę? Przychodzi czas, kiedy trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i wkroczyć w to dorosłe życie jak należy, bez ciągłego prowadzenia za rączkę.

Wykształcenie vs doświadczenie

Nie zamierzam obudzić się z ręką w nocniku, z pięknym dyplomem oraz zerowym doświadczeniem. Te „papierki” są zazwyczaj potrzebne, żeby dostać zadowalającą pracę, ale mimo wszystko najważniejsze jest to, co jest w głowie. Jako pracodawca wolałabym wybrać osobę, która jest uzdolniona, zaangażowana i ogarnięta życiowo, z przeciętnie wyglądającym CV, niż wielmożnego pana magistra, który przez 3/4 studiów wlewał w siebie hektolitry wódki, ściągał na każdym egzaminie i ostatecznie wszystko zaliczył na 5, bo kolega taty był kimś ważnym na uczelni.

Po co mi te studia?

Studia strasznie mnie męczą. Często czuję, że tracę czas, który mogłabym spożytkować o niebo lepiej. Niby uczę się nowych rzeczy, ale mam wrażenie, że to tylko sucha teoria, która przelatuje przeze mnie i niewiele z niej pozostaje. Wykłady, notatki, pytania zamknięte. Naprawdę świetnie. Tylko ile z tego wszystkiego przydaje się później? W pracy okazuje się, że większość tych informacji była zupełnie zbędna i… o proszę, co za zdziwienie – zamiast kuć na pamięć teorie mądrych ludzi i niezrozumiałe wyrażenia, trzeba zacząć myśleć. I tu, niestety, sporo osób polega. Bo jak to? Nie ma już wariantu A, B i C? Nie można poprawić? Szok. 

Kiedy zacznie się przyszłość?

Jestem strasznie niecierpliwym człowiekiem i męczy mnie to, że jeszcze za mało umiem i za mało wiem. Każdego dnia staram się zrobić coś produktywnego i ambitnego, dowiedzieć się czegoś nowego. Staram się wykorzystać maksymalnie czas i nie tracić ani minuty na zbędne, ogłupiające czynności. Czytam książki, jeżdżę na edukacyjne eventy, zapisuję się na przeróżne kursy. Chcę zbierać jak najwięcej praktycznej wiedzy i szybko przebrnąć przez ten niewdzięczny etap życia, w którym student haruje jak wół za marne grosze i traktowany jest jak dzieciak z zanikiem mózgu. Na praktykach robi kawę z ekspresu, skanuje i segreguje dokumenty oraz wynosi śmieci. Przecież do niczego innego się nie nadaje. Oczywiście nie każdy staż czy pierwsza praca wygląda w ten sposób, ale z moich obserwacji wynika, że zdarza się to bardzo często. 

Zazdroszczę wszystkim, którzy mają te początki już dawno za sobą. Wymęczyli te kilka lat studiów, zdobyli wiedzę i niezbędne doświadczenie. Nareszcie są ustawieni tak, jak zawsze chcieli. Naprawdę bardzo mocno na to czekam. Chciałabym w końcu zacząć zarabiać na swoich pasjach i mieć pełną satysfakcję z tego, co robię na co dzień. Mocno wierzę, że taki dzień nastąpi w niedalekiej przyszłości. Mam ogromną ambicję i wiele planów na siebie. Nie zamierzam nigdy skończyć w nudnym korpo i zapuścić w nim korzeni aż do emerytury. Nie rozumiem ludzi, którzy nienawidzą swojej pracy i bez przerwy na nią narzekają, a nie robią absolutnie nic, by cokolwiek w tej kwestii zmienić. Zastanawiam się też jak to jest, że jedni zarabiają miesięcznie 20, 50 czy 100 tysięcy, a inni przez całe życie dostają za swoją pracę marne 2 tysiące i ledwo wiążą koniec z końcem. Z czego to wynika?

Czy to fart, inteligencja, znajomości?

Ciężka praca, spryt czy zwykłe oszustwo? A może po prostu to lenistwo i brak wiary w siebie powoduje, że boimy się zaryzykować. Obawiamy się zmiany środowiska i podjęcia nowej pracy. Łatwiej jest przecież smęcić i narzekać, niż podjąć jakiekolwiek działanie. Mnóstwo ludzi kisi się przez lata w jednym miejscu, w żadnym stopniu się nie rozwija. Osiągają jakiś minimalny poziom życia i patrzą krzywo na tych, którzy osiągnęli coś więcej. Założyli swój biznes, wybudowali piękny dom czy pojechali na trip po USA. Irytują się, oburzają, zazdroszczą, ale nie robią najmniejszego kroku w kierunku swoich marzeń, stoją w miejscu. A przecież Ci wszyscy „ludzie sukcesu”, którzy dorobili się milionów, też kiedyś zaczynali od zera. Na pewno zaliczyli po drodze mnóstwo porażek,  nie raz miewali wątpliwości czy im się uda i nie wiedzieli co przyniesie przyszłość. Cechowała ich jednak odwaga, determinacja, konsekwentność w działaniu, a przede wszystkim ciężka praca. 

Trzeba iść jak czołg

Można znaleźć mnóstwo poradników jak osiągnąć sukces, spełniać marzenia i stać się szczęśliwym człowiekiem. Niektóre z tych zasad mogą okazać się przydatne, inne to jedynie motywacyjne lanie wody. Faktem jest jednak to, że wszystkich ludzi, którzy coś osiągnęli łączy jedna cecha – zawsze szli jak czołg i się nie poddawali. Podejmowali ryzyko i uczyli się na swoich błędach. Zapewne spędzili wiele lat błądząc po labiryncie, niejednokrotnie trafiając w ślepe zaułki. Ale zamiast bezradnie zatrzymywać się w jednym punkcie, próbowali innych dróg i powtarzali tę czynność do skutku. I wydaje mi się, że tylko tacy ludzie są w stanie coś osiągnąć.

ZDJĘCIE: UNSPLASH
Udostępnij: