Przez długi czas nie lubiłam siebie. Mój wewnętrzny głos ciągle podcinał mi skrzydła i krytykował mnie na każdym kroku. Bez przerwy chciałam coś udoskonalać, byłam niespełniona i wiecznie niezadowolona. Pewnego dnia postanowiłam to zmienić, spróbować w końcu się polubić i w pełni zaakceptować.

Piekło perfekcjonisty

Perfekcjonizm ma oczywiście swoje zalety. To dzięki niemu jestem stosunkowo pracowitym człowiekiem, podejmuję się nowych wyzwań i lubię stawiać wysoko poprzeczkę. Ciągle chcę się rozwijać, potrafię sama się motywować i nigdy nie poddaję się bez walki. Perfekcjonizm ma jednak swoją czarną stronę i może zamienić życie w piekło. U mnie powodował on potrzebę bycia idealną w każdej możliwej dziedzinie życia. Bez przerwy wyznaczałam sobie bardzo ambitne cele i denerwowałam się, gdy nie udawało mi się ich osiągnąć. Czułam ciągły niedosyt i zawsze miałam wrażenie, że robię coś niewystarczająco dobrze. 

Chcę być kimś!

Zawsze wiedziałam, że nie chcę być jedynie szarym człowiekiem, który nienawidzi swojej pracy i traci każde popołudnie, kisząc się w domu. Postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby moje życie nie było nudne i przeciętne. Uznałam, że byłoby miło coś osiągnąć, „być kimś” i zostawić po sobie ślad. Postanowiłam ciężko pracować, wykorzystywać czas jak najlepiej i dążyć do perfekcji. Tym samym, bezustannie wywierałam na siebie presję i żyłam w ciągłym stresie. Miałam wyrzuty sumienia po każdym wolnym dniu lub chwili odpoczynku. Wmawiałam sobie, że jestem leniwa i nie robię zupełnie nic, żeby osiągnąć w życiu sukces. Nawet najdrobniejsze niepowodzenia wyprowadzały mnie z równowagi. Na szczęście z czasem to się zmieniło. Nadal wpadam czasem w wir perfekcjonizmu i pracoholizmu, ale nauczyłam się wyznaczać granice. Wiem kiedy przystopować, odpuścić i pozwolić sobie na relaks. 

Wyznacz wreszcie swoje priorytety

Zastanów się co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Czego chcesz? O czym marzysz? Nie myśl o tym, czego oczekuje od Ciebie mama, dziadek, przyjaciółka, Twoja dziewczyna, były chłopak lub inny niedoszły narzeczony. Pomyśl wreszcie o sobie i o tym, czego TY chcesz. Chcesz skończyć studia, bo jarasz się daną dziedziną nauki i przyda Ci się to w dalszej karierze czy dlatego, że rodzice chcą pochwalić się na rodzinnej uroczystości Twoim tytułem magistra? Chodzisz na siłownię, bo daje Ci to radość i satysfakcję czy katujesz się, żeby zrzucić te 3 kilogramy i mieć tak samo płaski brzuch, jak dziewczyna z namalowanymi brwiami z instagrama? Nie jesz mięsa, bo pozytywnie wpływa to na Twoje samopoczucie i postępujesz zgodnie ze swoimi przekonaniami czy dlatego, że w ostatnim czasie stało się to modne?

Czy żyjesz w zgodzie ze sobą?

Pomyśl o tym chwilę. Zastanów się, co robisz dla siebie, a co robisz na pokaz. Odpowiedz sobie na pytanie, czy żyjesz w zgodzie ze sobą i dbasz o własne potrzeby, czy na siłę starasz się komuś przypodobać lub coś udowodnić. Może warto zrezygnować z niektórych czynności i posłuchać w końcu swojego serca? Możesz wypisać sobie na kartce swoje priorytety, plany i marzenia. Możesz stworzyć listę swoich małych, ale konkretnych celów – przygotować instrukcję krok po kroku. Może to banalne, głupie i w coachingowym stylu, ale ja czasem tak robię i pomaga. Co jakiś czas robię sobie podsumowanie, przegląd dotychczasowych osiągnieć. Sprawdzam, jakie postanowienia udało mi się zrealizować i tworzę kolejny plan na najbliższą przyszłość. Na niektóre sprawy kładę szczególny nacisk, inne stawiam na drugim planie, a jeszcze inne olewam. Dzięki temu śpię spokojnie oraz eliminuję zbędny stres i frustrację. 

Jak wykorzystać słabe strony?

Jest kilka rzeczy, których w sobie nie lubię. W ostatnim czasie dokonałam jednak nowego odkrycia. Otóż cechy charakteru, które wcześniej uznawałam za wady, okazały się w pewnych sytuacjach niezwykle przydatne, a wręcz pożądane. Narzekałam na przykład na moją nadmierną wrażliwość. Czułam, że jestem inna, że nikt mnie nie rozumie, że za dużo myślę i za bardzo się wszystkim przejmuję. Poczytałam trochę o tym, jak iść przez życie, będąc osobą wysoko wrażliwą i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. To właśnie dzięki wrażliwości ludzie są spostrzegawczy, sumienni, uczuciowi, kreatywni i ciekawi świata. Charakteryzuje ich ogromna empatia, uwielbiają obserwować i słuchać ludzi oraz mają głowę pełną pomysłów. Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie moja wrażliwość, to prawdopodobnie nigdy nie założyłabym tego bloga. 

Zdecyduj się!

Przez długi czas denerwowałam się na siebie, bo nie potrafiłam wybrać jednej drogi. Chciałam rozwijać się w wielu dziedzinach i nie chciałam z żadnej z nich rezygnować. Natrafiłam wtedy na prezentację TEDx o multipotencjalistach, czyli osobach z wieloma zainteresowaniami i aspiracjami, które szybką się nudzą i ciągle szukają nowych dróg rozwoju. Okazało się, że bycie osobą z niezliczonymi pasjami i marzeniami to nic złego. Pracodawcy doceniają przecież ludzi, którzy mogą pochwalić się wszechstronnymi umiejętnościami, szybko się uczą i są elastyczni. Uświadomiłam sobie wtedy, że mogę przekuć swoje wady w zalety i doceniać swoje naturalne predyspozycje. Od tamtej pory postrzegam siebie w zupełnie inny sposób. Jestem bardziej wyrozumiała, cierpliwa i nie mam aż tak wygórowanych wymagań. Akceptuję i lubię siebie, co wpływa również na moje relacje z innymi ludźmi. Nie powiem Wam teraz, że kocham się bezgraniczną miłością. Nie planuję też chodzić w koszulce z napisem „I love only myself” i krzyczeć, że jestem super. Po prostu nareszcie uważam, że jestem spoko i w końcu zaczęłam trzymać sztamę z potworkami, żyjącymi w mojej głowie.

ZDJĘCIE: UNSPLASH | Егор Камелев

Udostępnij: