Przez długi czas szukałam odpowiedzi na pytanie, jak mniej myśleć i jak przestać się zamartwiać. Moja głowa bardzo często przypominała rozpędzony do granic możliwości rollercoaster pełen rozszalałych myśli i emocji. W końcu udało mi się wyciągnąć wnioski, nanieść korekty w sposobie myślenia i opracować własną strategię radzenia sobie z nadmiernym rozkminianiem. Zaprogramowałam swój umysł na nowo, co pozwoliło mi osiągnąć względny spokój. Przedstawiam Wam kilka zasad, których trzymam się od jakiegoś czasu i które sprawiły, że moja głowa wreszcie wyjechała na zasłużone wakacje.

Wyrwij się z wiru pracy i obowiązków

Od początku tego roku w moim życiu bardzo dużo się dzieje. Dostałam nową pracę, w której się spełniam i mogę wykazać się swoją kreatywnością. Po godzinach łapię dodatkowe zlecenia i czasem piszę scenariusze. Studiuję zaocznie, montuję swój film dokumentalny i regularnie uczęszczam na eventy związane z marketingiem internetowym. Mocno stawiam na swój samorozwój, żyję bardzo intensywnie i wykorzystuję każdą swoją minutę najlepiej, jak potrafię. Lubię pracować na najwyższych obrotach i bardzo angażuję się we wszystko, co robię. Wszelkie moje aktywności związane są z moją pasją czyli copywritingiem i kręceniem filmów. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że robię to, co lubię i odczuwam z tego powodu gigantyczną satysfakcję. Nareszcie ciężka praca, morderczy stres i nieprzespane noce się opłaciły i doprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz jestem. Wszystko na tej płaszczyźnie zaczęło się łączyć i układać w spójną całość, a ja w końcu czuję się dobrze.

Początkowo bardzo podobał mi się mój tryb życia i wiecznie napięty grafik, jednak z czasem zdałam sobie sprawę, że mimo kolejnych osiągnięć, nadal nie jestem wystarczającą szczęśliwa. Natychmiast przeanalizowałam tę sprawę i zastanowiłam się, dlaczego tak się dzieje. Doszłam do wniosku, że w tych wszystkich ambitnych planach i celach po raz kolejny zapomniałam o odpoczynku. 95% czasu (nie licząc kilku godzin na sen) poświęcałam pracy. Nawet w tak zwanym czasie wolnym myślałam o kolejnych wyzwaniach i nieukończonych projektach. Bywało tak, że w środku nocy robiłam kolejny research i zapisywałam na kartce swoje pomysły. Robiłam wyłącznie rzeczy, które miały za zadanie nauczyć mnie czegoś nowego, zainspirować mnie i dostarczyć cennego doświadczenia. Na szczęście szybko przypomniałam sobie, jak takie sytuacje kończyły się w przeszłości i postanowiłam prędko coś zmienić. Uznałam, że warto wyrwać się z tego wiru pracy i mierzyć siły na zamiary. Nauczyć się mówić „nie” i zrezygnować z kilku zleceń, a zaoszczędzony czas poświęcić na drobne przyjemności i spotkania z najbliższymi osobami.

Naucz się odpuszczać i odpoczywać

Uwielbiam stawiać sobie wysoko poprzeczkę i doskonalić swoje umiejętności. Jestem mało asertywna, dlatego praktycznie zawsze kiedy odezwie się do mnie jakiś znajomy z propozycją kolejnego zlecenia, bez najmniejszego wahania się zgadzam. Cieszę się, że ktoś mnie docenia i jest zadowolony z mojej pracy, dlatego nie mogę pozwolić sobie na „utratę reputacji” i w ciemno wchodzę w kolejny projekt. Często dochodzi jednak do sytuacji, w której przeceniam swoje możliwości i zasoby czasowe. Wpadam w wir pracoholizmu, nie mam czasu dla siebie i swoich bliskich. Wychodzę z domu o 7, wracam z pracy o 19 i siadam do kolejnej pracy zdalnej i projektów na studia. Śpię po 4 godziny, piję hektolitry kawy i fatalnie się odżywiam. Nie mam czasu na sport i wyjścia na miasto, bo cały weekend spędzam na uczelni. Potem zdaję sobie sprawę, że czas ucieka mi przez palce, a ja nie wiem gdzie i kiedy znikają mi kolejne tygodnie i miesiące.

Tak wyglądały pierwsze miesiące tego roku. Z jednej strony gigantyczna zajawka i motywacja, bo w końcu zaczęłam zarabiać pieniądze, robiąc to, co kocham. Z drugiej strony nie do końca rozsądne oddanie się temu bez reszty, które doprowadziło do straszliwego wyniszczenia organizmu. W pewnym momencie uznałam, że nie mogę dłużej tak żyć i bez przerwy dowalać się pracą. Postanowiłam nauczyć się odmawiać, żeby nie stracić całej swojej młodości z oczami wlepionymi w laptopa. Po zdanej sesji obiecałam sobie, że nareszcie zajmę się sobą i będę robić to, na co nie miałam czasu przez ostatnie pół roku. Zaczęłam spędzać więcej czasu z wartościowymi ludźmi, wyjeżdżać na wycieczki, chodzić do kina i spędzać wieczory nad Wisłą. Wcześniej miałabym z tego powodu wyrzuty sumienia. Stwierdziłabym, że tracę czas i marnuję go na głupoty. Wyciszyłam głosy w swojej głowie, które kazały mi brać się do roboty, bez przerwy działać i pracować. Zaczęłam doceniać to, że mogę po prostu poleżeć na łące i popatrzeć w niebo lub pojeździć na rowerze, słuchając pięknych polskich przebojów. Pozbyłam się wewnętrznego, bezustannie krytykującego głosu i zapanowałam nad swoim umysłem. Nauczyłam się programować swój nastrój i nastawienie, a dzięki temu bardziej polubiłam siebie. Moja głowa wyjechała na wakacje, a ja wreszcie potrafię cieszyć się z tego, że mogę zrobić sobie pyszne śniadanie, poczytać książkę, patrzeć na chmury, śmiać się z przyjaciółmi i tańczyć z nimi do rana. 

Pozbądź się wszystkich i wszystkiego, co powoduje u Ciebie zły nastrój

Nauczyłam się filtrować rzeczywistość i pozbywać się ze swojego życia wszelkich czynników, które działają na mnie niekorzystnie. Staram się ignorować ludzi, sytuacje, rzeczy i emocje, które obniżają mój nastrój. Jeśli tylko zauważę, że coś wywołuje we mnie stres, niepokój, smutek lub inne niepożądane emocje, staram się jak najszybciej coś z tym zrobić. Taka szybka analiza najbliższego otoczenia okazuje się naprawdę wartościowa i przydatna. I zwykle nie chodzi tu o jakieś wielkie i spektakularne zmiany, ale o wprowadzenie kilku drobnych modyfikacji, które w połączeniu w znacznym stopniu wpływają na moje ogólne samopoczucie. Bardzo ważne jest, by żyć w zgodzie z samym sobą i postępować zgodnie ze swoimi zasadami. Czasem, dla własnego dobra i z troski o swoje serce, trzeba być trochę samolubnym. Ostatecznie wszystko powinno się robić przede wszystkim dla siebie, a nie na pokaz, by zaimponować innym i spełnić ich wygórowane oczekiwania. 

Zawsze będziesz mieć do czynienia z ludźmi, którzy Cię ocenią i skrytykują, jednak to nie oni powinni być wyznacznikiem Twojego szczęścia. Zastanów się, czy opinia innych ludzi ma dla Ciebie aż tak duże znaczenie. Pamiętaj, że powinno być Ci dobrze samemu ze sobą. Wszelkie wspomnienia kolekcjonujesz przede wszystkim dla siebie i naprawdę nie musisz wystawiać ich na bezustanną ocenę innych. Rób rzeczy, które się uszczęśliwiają, by po prostu czuć się dobrze i mieć co wspominać, a nie żeby zebrać owacje na stojąco i dodatkowe serduszka na Instagramie. Zanim zabierzesz się za cokolwiek, pomyśl, czy naprawdę warto, czy tego chcesz. Zastanów się, czy więcej szczęścia dostarczy Ci morderczy trening na siłowni, czy pizza z podwójnym serem. Czy wolisz zarobić dodatkowy hajs i podjąć się dodatkowej pracy, czy jednak bardziej zależy Ci na wyjeździe z przyjaciółmi lub odwiedzeniu babci. Może zamiast spamować zdjęciami z wakacji i być bez przerwy online, lepiej zrobi Ci odcięcie się od internetu, zbieranie muszelek, słuchanie szumu fal i delektowanie się kawą mrożoną.

Pamiętaj, że to Ty decydujesz i tylko od Ciebie zależy to, w jaki sposób spędzasz czas i czy faktycznie Twoje wybory dostarczają Ci radości. Słuchaj swojego serca oraz intuicji i nie rób niczego wbrew sobie. Dopiero w momencie, kiedy zatroszczysz się o samego siebie i osiągniesz względny spokój, będziesz mógł myśleć o uszczęśliwianiu innych i zbawianiu świata. Wszystkie zmiany należy zaczynać od siebie i wydaje mi się, że jestem tego dobrym przykładem. Odkąd polubiłam siebie i jestem dla siebie miła (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi), jestem też lepszym człowiekiem w stosunku do innych. Może nie zawsze zachowuje się idealnie i nie tryskam szczęściem, stawiając każdy kolejny krok na drodze usłanej różami, ale nareszcie panuję nad swoją szaloną głową i wysoką wrażliwością. Osiągnęłam swój długo wyczekiwany święty spokój i Wam z całego serca życzę tego samego. 

Na koniec mały bonusik:

„Nie jestem selfcoachingującym się buddą na chmurce, który mówi sobie: osiągnij wewnętrzny spokój. Raczej powtarzam sobie: odpierdol się od siebie, starasz się najlepiej, jak potrafisz.”

— Małgorzata Halber

ZDJĘCIE: UNSPLASH | Sebastian Pena Lambarri
 

Udostępnij: