Czy warto studiować? – czyli „po co mi były te studia?!”

„Po co mi były te studia?!” – nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zadałam sobie to pytanie w ciągu ostatnich 5 lat. Bardzo często miałam wątpliwości, czy warto studiować. Po obronie pracy magisterskiej, zaczęłam się zastanawiać, czy było warto. Czy opłacało się poświęcić tyle czasu, energii i nerwów na studiowanie, by zdobyć „papierek”. Co właściwie mi to dało? Czego się nauczyłam? Czy gdybym mogła cofnąć się w czasie, poszłabym na studia?

Czy jest sens studiować?

Chciałabym powiedzieć, że studia dały mi użyteczną wiedzę i cały wachlarz praktycznych umiejętności. Chętnie dodałabym również, że był to najpiękniejszy okres mojego życia, że na uczelni poznałam mnóstwo przyjaciół. No i oczywiście, że dyplom ukończenia studiów otworzył mi drzwi do kariery. Tylko czy faktycznie tak było? No nie do końca.

Od początku czułam, że sucha teoria to za mało, by w przyszłości mieć fajną i dobrze płatną pracę. Już na pierwszym roku studiów chodziłam na staże i praktyki, by podpatrywać lepszych od siebie. Przyglądałam się dokładnie, jak pracują, jak zarządzają swoim czasem i jak zwracają się do swoich współpracowników. Pracowałam na planach filmowych, kręciłam własne filmy dokumentalne, prowadziłam bloga. Podejmowałam się też różnych zleceń copywriterskich, żeby zdobywać cenne doświadczenie. Te wszystkie aktywności pomagały mi w gromadzeniu praktycznej wiedzy, szlifowaniu przydatnych umiejętności i poznawaniu ludzi z branży. A studia? Studia były tylko dodatkiem.

Jak wyglądają zajęcia na studiach?

Zdarzyło mi się uczestniczyć w inspirujących zajęciach, prowadzonych przez praktyków, którzy jarali się swoją pracą. Takie wykłady i ćwiczenia na długo pozostawały w głowie i faktycznie okazywały się pomocne w pracy i realizacji „prawdziwych” zadań. Jednak ze smutkiem stwierdzam, że zdecydowana większość przedmiotów na studiach to nieporozumienie. Program edukacyjny zatrzymał się w czasie wiele lat temu. Choć w ofercie uczelni pojawiają się nowoczesne kierunki, to poszczególne przedmioty, kompetencje wykładowców i forma przekazywanej wiedzy wołają o pomstę do nieba.

Niezadowolony i zmęczony życiem Pan Profesor przez bite 90 minut czyta nudną do bólu, czarno-białą prezentację. A potem zachęca studentów do zapoznania się z przestarzałą literaturą. Serio? To ma mi się przydać i pomóc mi znaleźć pracę marzeń?

No i te przedmioty wepchnięte na siłę w program mimo, że nie mają NIC wspólnego z kierunkiem studiów i danym wydziałem. Klasyk. Do tego konieczność zapamiętywania wszystkich informacji na pamięć i trzymania się klucza odpowiedzi… NO LUDZIE KOCHANI!

Jasne, są dziedziny nauki/branże, w których można pracować wyłącznie wtedy, gdy zakoduje się w głowie te wszystkie niezbędne informacje. Nie chciałabym iść np. do kardiologa, który podczas badania odpalałby w Wikipedii budowę serca i zastanawiałby się, jak powiązać tę ilustrację z wynikiem mojego badania.

Ale na litość boską! Myślę, że dla większości pracodawców liczy się to, co potrafisz, czy jesteś ambitny, czy szybko uczysz się nowych rzeczy. I czy zwyczajnie jesteś spoko człowiekiem i dogadasz się z resztą zespołu.

Jedną z najważniejszych umiejętności jest (uwaga, szokujące) LOGICZNE MYŚLENIE. A nie wkuwanie na pamięć definicji z książki o marketingu internetowym sprzed 15 (!) lat.

Nie wiem po co te dyplomy
WWA to moja Alma Mater – Taco

Czy warto studiować?

Jak już pewnie zauważyliście, nie mam najlepszych doświadczeń ze studiowaniem. Uczyłam się pilnie, chciałam wyciągnąć z zajęć jak najwięcej i ostatecznie obroniłam pracę magisterską na 5, ale i tak mam wątpliwości, czy było warto. Dużo więcej nauczyłam się sama – na własnych błędach, podpatrując innych czy uczestnicząc w dodatkowych kursach. Bardzo dużo dała mi praca na planach filmowych i w agencji marketingowej. To właśnie tam poznałam świetnych, inteligentnych i kreatywnych ludzi, którzy byli (i nadal są) dla mnie inspiracją. Myślę, że w dzisiejszych czasach najważniejsze jest zdobywanie różnych doświadczeń, rozwijanie praktycznych umiejętności i dbanie o dobre relacje ze współpracownikami.

Warto wykorzystać okres studiowania na próbowanie różnych rzeczy, sprawdzanie, w czym jesteśmy dobrzy, co daje nam radość. Przydatna jest również umiejętność wyznaczania priorytetów – decydowanie o tym, które zajęcia warto olać, a w których aktywnie uczestniczyć. Dobrze jest również uczyć się współpracy. Bardzo ciężko jest przejść studia w pojedynkę, gdy nie integrujesz się z grupą i nie wymieniasz się notatkami. Umiejętność współpracy, zarządzania czasem i odpowiedniego podziału obowiązków może okazać się bardziej przydatna od wymienienia na pamięć teorii pięciu mądrych doktorów habilitowanych 😉

Czy gdybym cofnęła się w czasie, poszłabym na studia?

Mimo tego całego stresu, nerwów i nieprzespanych nocy przez łączenie pracy ze studiami zaocznymi… myślę, że tak.

Od samego początku nastawiałam się na to, że dyplom niewiele wniesie do mojego życia. Jednocześnie wiedziałam, że w niczym mi nie przeszkodzi, więc lepiej go mieć, niż nie mieć. Być może okaże się przydatny i np. upoważni mnie do otrzymania większej liczby dni płatnego urlopu 😀

Poza tym sądzę, że zawsze lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że się tego nie zrobiło i potem przez wiele lat zastanawiać się, „co by było gdyby”. Ostatecznie to dzięki studiom poznałam fajne osoby, z którymi w późniejszych latach zrealizowałam przeróżne projekty, dowiedziałam się, czym chciałabym się zajmować w przyszłości, a co kompletnie mnie nie kręci i z czym nie chciałabym mieć nic wspólnego. Nauczyłam się też samodzielności, dobrej organizacji pracy i zarządzania swoim czasem, co baaardzo przydaje mi się na co dzień – zarówno w pracy, jak i poza nią.

(Visited 39 times, 1 visits today)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *