Arthur Schopenhauer to jeden z moich ulubionych filozofów. Wystarczy, że spojrzę na jego wyraz twarzy, a od razu nawiązuję z nim nić porozumienia. Jeśli spotkacie mnie kiedyś w komunikacji miejskiej, to prawdopodobnie będę wyglądać podobnie.

Jako, że aura na dworze sprzyja egzystencjalnym rozkminom, podrzucam Wam subiektywny przegląd najlepszych cytatów pana Schopenhauera. Miłego czytania!

Pewna gromada jeżozwierzy skupiła się w zimowy dzień możliwie blisko siebie, aby wzajemnym ciepłem uchronić się przed zamarznięciem. Wkrótce jednak odczuły nawzajem swe igły, co je znowu od siebie oddaliło. Kiedy potrzeba ogrzania się zbliżyła je znowu, powtórzyło się to drugie zło, tak że szarpało je między sobą jedno i drugie cierpienie, póki nie znalazły umiarkowanej odległości, w której najlepiej mogły znieść jedno i drugie. W ten sposób potrzeba towarzystwa, wyrastająca z pustki i monotonii własnego wnętrza, spędza ludzi razem, ale ich liczne odstręczające właściwości i nieznośne wady znowu ich od siebie odpychają.

Skłonność do towarzystwa pozostaje u każdego człowieka mniej więcej w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do jego wartości intelektualnej i stwierdzenie „on jest bardzo nietowarzyski” oznacza niemal „ten człowiek posiada wybitne cechy”.

Albowiem im więcej ktoś ma sam z siebie, tym mniej potrzebuje od świata i tym mniej znaczą dla niego inni ludzie.

Dobry styl polega głównie na tym, że ma się coś do powiedzenia.

Towarzyskość należy do niebezpiecznych, ba, nawet do zgubnych skłonności, gdyż styka nas z istotami, które są przeważnie pod względem moralnym złe, pod intelektualnym zaś tępe lub głupie.

Jedna jest tylko droga, aby pokazać głupcom i durniom własny rozum, a polega ona na tym, by z nimi nie mówić. Prawdą jest jednak, że wtedy człowiek czuje się nieraz w towarzystwie jak tancerz, który na balu spotyka samych kulawych: z kimże ma tańczyć?

Co ludzie zwykle nazywają swym losem, jest przeważnie ich własną głupotą.

Nawet to, co najbardziej przypadkowe, jest w ostatecznym rachunku koniecznością.

Nieustanne starania obliczone na usunięcie cierpienia nie dają nic poza zmianą jego postaci.

Nasze życie można też ująć jako niepotrzebny epizod zakłócający błogi spokój nicości.

Z reguły stwierdzamy, że radości są znacznie poniżej, boleści znacznie powyżej naszych oczekiwań.

Suma cierpień przewyższa u człowieka znacznie sumę rozkoszy.

Każdy człowiek potrzebuje stale nawet pewnej ilości trosk, cierpień lub biedy, tak jak okręt potrzebuje balastu, by płynąć prosto i równo.

Życie biegnie wahadłowym ruchem miedzy bólem i nudą, a są to faktycznie jego ostateczne składniki.

Żyjemy więc zawsze w oczekiwaniu czegoś lepszego, i to często zarazem w pełnej żalu tęsknocie za minionym. Rzeczy teraźniejsze natomiast przyjmujemy w poczuciu tymczasowości, uważając je za nic innego, jak tylko drogę do celu. Dlatego to ludzie, spoglądając u kresu swych dni wstecz (…) ze zdziwieniem widzą, iż to, co na ich oczach przechodziło tak niedocenione i mdłe, stanowiło właśnie ich życie – było tym właśnie w czego oczekiwaniu żyli. I tak z reguły przebiega ludzkie życie – człowiek mamiony nadzieją, pląsa wprost w objęcia śmierci.

Udostępnij: