fbpx

Archiwum miesiąca: sierpień 2018

Nie przepadam na leniwymi ludźmi, którzy ciągle narzekają na swój los. Opowiadają wszystkim dookoła, jak to jest ciężko, źle i beznadziejnie. Nie znoszą swojej pracy, odliczają tylko dni do weekendu, wakacji, emerytury, ale nie robią absolutnie NIC, by cokolwiek zmienić. Zazdroszczą każdemu zadowolonemu człowiekowi, któremu coś się udało. Zwykle widzą w nim zakochanego w sobie cwaniaka, oszusta i złodzieja. I pijaka. “Bo każdy pijak to złodziej.”

Ludzie sukcesu vs. Polaki Cebulaki

Większość ludzi, których spotykam sprawia wrażenie, jakby całe ich życie było pasmem zmartwień i niepowodzeń. Zawsze znajdują powód, by sobie ponarzekać i wytykać palcami innych. Opłakują nadejście każdego poniedziałku i łypią złowrogo na współpasażerów w komunikacji. Przeklinają w duchu wszystkich uśmiechniętych i spełnionych ludzi sukcesu, którzy promienieją szczęściem. Problem w tym, że dostrzegają tylko efekt ich mozolnej pracy. Nie znają długiej i krętej drogi, pełnej porażek i wątpliwości, którą zapewne przeszedł każdy, kto chciał odbić się od trampoliny przeciętności.

Dowiedz się więcej

Po co tkwić w toksycznej relacji, która działa destrukcyjnie i dostarcza samych negatywnych emocji? Po co plątać się w wirze pełnym wątpliwości i niedopowiedzeń? Nie ma sensu marnować życia z kimś, kto każe ci stąpać po niepewnym gruncie, stale się domyślać i coś udowadniać.

Każda relacja (również toksyczna) to nowe doświadczenia

Skończył się mój etap naiwnej małolaty, bezustannie rozkminiającej „co by było gdyby” i piętrzącej jedynie złudne nadzieje. Odczytywałam każde słowo, uśmiech czy gest jako znak od losu i ślepo wierzyłam w przeznaczenie. Moje zbyt idealistyczne wyobrażenie miłości niejednokrotnie zaprowadziło mnie w ślepy zaułek. Dzięki chłopcom (mężczyznom to chyba nieodpowiednie słowo), którzy swojego czasu wbijali mi siekierę w serce, potrafię teraz doceniać wartościowe osoby. Na drodze można spotkać zadziwiającą liczbę ludzi, którzy pojawiają się na chwilę i tylko mieszają nam w życiu. Zostawiają nas z bałaganem w głowie i rozpływają się w powietrzu. Podobno nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma jakiś ukryty cel. Myślę, że z każdego takiego “człowieka-porażki” mamy ostatecznie jakiś pożytek.

Dowiedz się więcej

Przez długi czas myślałam, że moim obowiązkiem jest maksymalne zbliżanie się do ideału. Choć sama nie potrafiłam właściwie sformułować definicji tego słowa, to starałam się za wszelką cenę robić wszystko, najlepiej jak tylko się da. Uważałam, że w każdym obszarze życia muszę bić rekordy doskonałości. 

Moda na idealnego człowieka sukcesu

Miałam wrażenie, że muszę być przez wszystkich lubiana i podziwiana. Powinnam zawsze idealnie wyglądać, być miła i uśmiechnięta, zdrowo się odżywiać, uprawiać jogę, zrobić wielką karierę i kąpać się w dolarach. Bez większego namysłu podążałam za modą na człowieka sukcesu. Pewnego dnia postanowiłam jednak przystopować i rozejrzeć się wokół siebie. Zdałam sobie sprawę, że nie muszę być we wszystkim najlepsza. Nie muszę stale dostosowywać się do oczekiwań społeczeństwa (a raczej – do stylu życia osób z otaczającej mnie bańki w social mediach).

Stwierdziłam, że przyglądanie się profilom “ludzi sukcesu” jedynie wprawia mnie w gorszy nastrój i poczucie winy. Przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej zarabia, częściej podróżuje, ma bardziej wyrzeźbione ciało czy lepszą cerę. Mogę więc wpatrywać się w te podrasowane zdjęcia i ciężko wzdychać albo wyłączyć te bzdury i przekierować uwagę na siebie.

Dowiedz się więcej

3/3